Nie piszę teraz dlatego, że czuję,
że w tym właśnie momencie jakaś bardzo ważna myśl odseparowała
się od grona innych, mniej ważnych, i jak kamyk rzucony do rzeki,
sprowokowała utworzenie się na jeziorze mojego umysłu delikatne
wibrujące kółeczka natchnienia. Nie wierzę w to więcej.
Nie jem w momencie poczucia głodu,
dlatego, że jakaś magiczna siła instynktu sama z siebie mnie do tego popycha.
Mimo, że ignorancja zakrywa mi mądrość procesów trawiennych i
przetwarzania energii w ciele, to wiem, że można obliczyć co do minuty kiedy organizm wyśle sygnał o tym, że czas uzupełnić zapasy.
Nic nie dzieje się samo z siebie.
Obdarzeni siłą sprawczą, malutcy wielcy giganci. Czyż to nie jest
fascynujące być takim słabym? Móc być zdmuchniętym jak okruszek
ciasta, po którym nikt nie będzie rozpaczał? A jednocześnie być
takim wielkim, że poddają się Tobie żywioły? Że latasz gdzie
chcesz żelaznym ptakiem i wprawiasz w osłupienie lokalną faunę
wyprawiając sobie kolorowe pioruny na zawołanie na niebie. Czuję
się z tym nieswojo i dumnie jednocześnie.
Zanim przyszło zrozumienie. Zanim
przyjdzie większe zrozumienie. Jaki jest właściwie cel tego
wszystkiego oprócz rozwoju i ewoluowania, poznawania siebie
bardziej? Ano właśnie cel jest taki jaki zostanie nam przydzielony,
przez nas ustalony, wybrany, pokochany. I czyż to nie jest piękne?
Nie chcę, odmawiam, zostaję tu gdzie
jestem teraz. Winna. Przyznaję się do takiego zachowania,
nieświadomie, półświadomie, świadomie. Niczego nie żałuję,
chociaż ciekawi mnie trochę, kim mogłaby być tamta Ola.
Aleksandra. Mądrzejsza, pewniejsza siebie, spokojniejsza. Szybciej,
wcześniej, bez bagażu. Ale oto tutaj jestem. Wgapiam się bez
wyrzutów sumienia w ten piękny niebieski (a może indygo?) morza. I
czuję jak mnie unosi ze sobą ta fala flow o której wyczytałam w
książkach. I myślami wracam to tego cytatu z jeszcze innej książki
i przychodzi zrozumienie i spokój. A w tym spokoju powracają
lektury minionych lat. Momenty nad książkami, czysta czytelnicza
radość. Tyle się nauczyć, tyle poznać „zobaczyć”.
Napisałam parę zdań, bo zdecydowałam,
że usiądę i je napiszę. To ja kieruję siłą sprawczą. Nawet
kiedy wydaje się, że jesteśmy tylko paproszkiem motanym przez
wydarzenia życiowe na różne strony, to i tak zawsze mamy wybór
reakcji. To my decydujemy jak się zachowamy kiedy przychodzi nam
zderzyć się czołem z czymś na co nie mamy wpływu. I w to wierzę.
Piszę dlatego, że tak zadecydowałam
ja sama. I ja sama tę decyzję podjętą przez siebie wprowadziłam
w życie poprzez czynność.
Niedziela jest sobotą, bo w
poniedziałek jest święto i jest wolne. Dzięki temu mamy długi weekend. Pomimo ogromnego szacunku
do wszystkich autorów i uznania, że dzięki czytaniu moje życie
zmienia się co dnia, muszę przyznać, że nasze własne historie
uczą mocniej..
Według Mamy, w niedzielę nie można włączać pralki, czy sprzątać, ponieważ niedziela jest ZAWSZE niedzielą. Dniem w którym idzie się do kościoła i w którym się odpoczywa. Nie muszę chyba dopisywać ile perwersyjnej radości sprawia mi fakt, że właśnie, że można... Można tworzyć własne definicje niedzieli. Polecam.
Według Mamy, w niedzielę nie można włączać pralki, czy sprzątać, ponieważ niedziela jest ZAWSZE niedzielą. Dniem w którym idzie się do kościoła i w którym się odpoczywa. Nie muszę chyba dopisywać ile perwersyjnej radości sprawia mi fakt, że właśnie, że można... Można tworzyć własne definicje niedzieli. Polecam.
No comments:
Post a Comment