Saturday, 12 August 2017

Dlaczego Calvino Italo był dupkiem i co myślę, kiedy myślę o Jane

Wydało się. Jestem osobą potrzebującą wrażeń. Taka tutaj niby stateczna, ciężko wypracowująca użyteczne nawyki i dbająca o cukier, ale parę dni bez dobrej książki i życie nagle staje się przytłaczającym obowiązkiem. Nie przesadzę jak powiem, że jestem od tego uzależniona. Dobra historia jest jak narkotyk, wciąga, przenosi w inny wymiar. Łapię bez wahania autora/autorkę za wyciągniętą wprost do mnie dłoń i biegnę starając się nadążyć. Po drodze obdrapię sobie kolana, poniszczę ubranie i pozostanę na bezdechu, aż do ostatniego kroku. Wszystko jest warte tego dziwnego uczucia, które jest pomieszaniem smutku z radością i spełnienia z poczuciem braku, jakie odczuwam po przeczytaniu dobrej książki.

Calvino Italo, znany mi również obecnie jako „ten frajer”, napisał książkę. Dla ścisłości - napisał ich wiele, ale mnie chodzi o TĘ konkretną książkę: „If on a winter night traveler”. Początek wydawał się obiecujący. Panie Italo, czarujące imię, ciekawe nazwisko, jeszcze bardziej ciekawe bio. Świetnie, miło mi, czy mogę tak bezceremonialnie chwycić Pana „pod rękę”? Tak? Dziękuję, zaczynajmy. Hmmm, ok koncept jest wkurzający, ale ciekawy. W dużym uproszczeniu: czytam o czytelniku – sobie, o innym czytelniku i innej czytelniczce, o kilku książkach i pomyłce u wydawcy. Nie wiem kim jestem i kiedy jestem kim. Wyzwanie. Lubię to. Jednak z upływem stron, czyli przy zwiększającej się liczbie dotknięć czytnika, orientuję się, że jestem strasznie zdenerwowana. Już nie klikam delikatnie w róg ekranu. Ja naciskam z impetem, tak jak naciskam w myślach na autora, żeby dokończył mi wątki.

Aby ukoić zszargane nerwy, stokrotne k**** dzięki panie Italo, obejrzałam sobie na youtube „Lucy Worsley's Jane Austen Behind Closed Doors”. Niesamowita godzinna produkcja BBC. Pani prowadząca z wielką gracją i rzeczowo oprowadza nas po miejscach gdzie Jane mieszkała, tworzyła, spacerowała, bawiła się i gdzie odeszła.
Kiedy myślę o Jane to myślę o stylu i konsekwencji. Kiedy myślę o Jane to myślę o ogromnej odwadze, jakiej potrzeba żeby być w życiu sobą. Kiedy myślę o Jane to myślę też o sobie. Czasami wydaje mi się, że jestem niekończącym się patchworkiem zszywanym dziarsko przez kogokolwiek i gdziekolwiek, często byle jak.
Kiedy łapię się na tym, że tak myślę to podnoszę dumnie głowę i prostuję plecy. Przypominam sobie o tym, że Jane zdarzyło się, chociażby kilka razy, cierpieć z powodu kaca po szaleństwie na balu. Bycie sobą to też poszukiwania i momenty kompletnego zagubienia. Bycie zbyt powściągliwym albo za bardzo otwartym. Przesadzanie albo całkowita bierność. Nie tylko kontrasty ale też średniactwo.
Doświadczanie wszystkiego, także w sposób tylko pośredni, wyposaża nas w umiejętności, poza gramatyką i ortografią, składa się na nasz warsztat pracy. Nie da się napisać dobrej historii o tokarzu, nie wiedząc na czym polega praca tokarza, no chyba, że chcemy napisać historię o tokarzu, który postanowił zostać żeglarzem. W takim jednak przypadku przydałaby się znajomość węzłów i wiedza o wiatrach.

Kończąc dziękuje Jane Austen i dziękuję Calvino Italo. Tej pierwszej, za stworzenie pięknego, spójnego uniwersum do którego mogę uciec, zachwycając się za każdym razem na nowo. Temu drugiemu, za uzmysłowienie mi jak bardzo lubię się zatracić w lekturze.