Próbuję się skupić i
coś napisać, chociaż wiem, że nie będę mogła jeszcze przez
chwilę odnaleźć się w swojej rzeczywistości. Właśnie za namową
S. obejrzałam jeden odcinek „The Wire”. Powroty są męczące,
ale i fascynujące. Jak to możliwe,ze jesteśmy w stanie tak mocno
przepaść? Książki, seriale, filmy, piosenki, zapachy, dotyk..
Tyle jest sposobów na to żeby przenieść się w czasie i
przestrzeni. Ile razy głęboko przeżywamy losy postaci, nierzadko
fikcyjnej, razem z nią? Jak często niefizycznie podróżujemy wraz
z bohaterami powieści?
Spacerując o poranku w
kierunku hotelu, do którego chodzę na wodny aerobik, myślałam o
tym jak w poście opiszę ten dziki płat zieleni przy naszym bloku.
W głowie okładałam porównania, bo ten w większości kaktusowy
busz, poprzetykany drobnymi kwiatkami i wszelkiego rodzaju chwastem,
przypomina mi wakacje na wsi. Jest to związane również z
obecnością kotów, które wygrzewają się bezczelnie na słońcu,
kiedy ja mam do wykonania przeróżne obowiązki. Na wsi też było
mnóstwo kotów – kierowników. Zjawiały się, jak bezszelestne
cienie, w porze dojenia krów, czekając na swój przydział mleka.
To ciągłe podróżowanie
w myślach jest czasochłonne i poświęcam temu mnóstwo energii.
Począwszy od wspominania i roztrząsania, planowania i wyobrażania
sobie rzeczy przyszłych, po snucie opowieści i wyobrażanie sobie
rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą oraz udawanie
rzeczy, w samotności lub z kimś. Dodatkowo od zawsze uwielbiałam
czytać. Po wyjeździe z Polski przerzuciłam się stopniowo na
książki napisane bądź przetłumaczone na angielski, ponieważ
zależało mi na podszkoleniu języka. Dzisiaj zastanawiam się nad
rozpoczęciem przygody z audiobookami – chciałabym poprawić swoją
wymowę.
Jestem ledwo żywa. Być może przesadziłam planując sobie zakupowy maraton zaraz po
aerobiku. Prawdziwe wyzwanie. Połączenie energicznego treningu -
przy wtórze dopingujących okrzyków typu: „squeeze your bottocks,
tummy in!”, wraz z przebiegnięciem całego domu handlowego, w
którym muzyka zdecydowanie nie jest tłem do zakupów; w swoim
natężeniu stanowczo jest panią pierwszego planu. Nie ukrywam
jednak, że jestem z siebie dumna. Kupiłam jedynie 4 rzeczy
(słownie: cztery). Dwie pary lekkich długich spodni, tunikę i
sandały. Bardzo korzystnie, czym od razu pochwaliłam się S.
(„Tylko 7 euro za takie spodnie, czaisz? No ale czaisz?”). Odkąd
jestem coraz bardziej świadoma swoich potrzeb, udaje mi się też
odpowiednio dobierać lektury, które są w stanie nakierować mnie
na dobre tory (czytaj szanować bardziej swoje ciało i przychody). Nie zawsze tak było, w związku z tym czuję się
dobrze mogąc sobie pogratulować, że kupiłam tylko rzeczy z listy,
ba, że miałam tę listę wcześniej przygotowaną.
Tylko śmieszy mnie to ile
we mnie sprzeczności. Dbam o detale i szczegóły, chcę być świadoma i konsekwentna. Bo warto. I to prawda – warto
wiedzieć kim się jest i co się lubi. Warto wiedzieć z czym się
utożsamiamy. Ale jednocześnie w mgnieniu oka, po jednym akapicie
przepadam z kretesem, jestem kimś innym, co skutkuje przepoczwarzeniem się w kogoś innego niż ta osoba, którą byłam wczoraj. Wplatam i przeplatam siebie z innymi, z
fikcją, inspiracją, wszystko wedle mojej własnej interpretacji i
potrafię z tego, miejmy nadzieję, wyjść bez uszczerbku na umyśle. Niektórzy ludzie to tacy stąpający twardo po ziemi z głowami wysoko w chmurach. To świetnie, że nie wydałam na zakupach całej wypłaty, ale jednocześnie jak to się ma do wydawania całego wieczornego czasu na śledzenie historii detektywa?
Jak to moja koleżanka z
liceum pięknie napisała na klasówce z etyki: jedynym czego możemy
być pewni są ciągłe zmiany. Klasówce? W liceum nigdy bym tak nie powiedziała. W liceum byłam cool i użyłabym słowa "sprawdzian".
No comments:
Post a Comment