Wednesday, 1 March 2017

Środa

Próbuję się skupić i coś napisać, chociaż wiem, że nie będę mogła jeszcze przez chwilę odnaleźć się w swojej rzeczywistości. Właśnie za namową S. obejrzałam jeden odcinek „The Wire”. Powroty są męczące, ale i fascynujące. Jak to możliwe,ze jesteśmy w stanie tak mocno przepaść? Książki, seriale, filmy, piosenki, zapachy, dotyk.. Tyle jest sposobów na to żeby przenieść się w czasie i przestrzeni. Ile razy głęboko przeżywamy losy postaci, nierzadko fikcyjnej, razem z nią? Jak często niefizycznie podróżujemy wraz z bohaterami powieści?

Spacerując o poranku w kierunku hotelu, do którego chodzę na wodny aerobik, myślałam o tym jak w poście opiszę ten dziki płat zieleni przy naszym bloku. W głowie okładałam porównania, bo ten w większości kaktusowy busz, poprzetykany drobnymi kwiatkami i wszelkiego rodzaju chwastem, przypomina mi wakacje na wsi. Jest to związane również z obecnością kotów, które wygrzewają się bezczelnie na słońcu, kiedy ja mam do wykonania przeróżne obowiązki. Na wsi też było mnóstwo kotów – kierowników. Zjawiały się, jak bezszelestne cienie, w porze dojenia krów, czekając na swój przydział mleka.

To ciągłe podróżowanie w myślach jest czasochłonne i poświęcam temu mnóstwo energii. Począwszy od wspominania i roztrząsania, planowania i wyobrażania sobie rzeczy przyszłych, po snucie opowieści i wyobrażanie sobie rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą oraz udawanie rzeczy, w samotności lub z kimś. Dodatkowo od zawsze uwielbiałam czytać. Po wyjeździe z Polski przerzuciłam się stopniowo na książki napisane bądź przetłumaczone na angielski, ponieważ zależało mi na podszkoleniu języka. Dzisiaj zastanawiam się nad rozpoczęciem przygody z audiobookami – chciałabym poprawić swoją wymowę.

Jestem ledwo żywa. Być może przesadziłam planując sobie zakupowy maraton zaraz po aerobiku. Prawdziwe wyzwanie. Połączenie energicznego treningu - przy wtórze dopingujących okrzyków typu: „squeeze your bottocks, tummy in!”, wraz z przebiegnięciem całego domu handlowego, w którym muzyka zdecydowanie nie jest tłem do zakupów; w swoim natężeniu stanowczo jest panią pierwszego planu. Nie ukrywam jednak, że jestem z siebie dumna. Kupiłam jedynie 4 rzeczy (słownie: cztery). Dwie pary lekkich długich spodni, tunikę i sandały. Bardzo korzystnie, czym od razu pochwaliłam się S. („Tylko 7 euro za takie spodnie, czaisz? No ale czaisz?”). Odkąd jestem coraz bardziej świadoma swoich potrzeb, udaje mi się też odpowiednio dobierać lektury, które są w stanie nakierować mnie na dobre tory (czytaj szanować bardziej swoje ciało i przychody). Nie zawsze tak było, w związku z tym czuję się dobrze mogąc sobie pogratulować, że kupiłam tylko rzeczy z listy, ba, że miałam tę listę wcześniej przygotowaną.

Tylko śmieszy mnie to ile we mnie sprzeczności. Dbam o detale i szczegóły, chcę być świadoma i konsekwentna. Bo warto. I to prawda – warto wiedzieć kim się jest i co się lubi. Warto wiedzieć z czym się utożsamiamy. Ale jednocześnie w mgnieniu oka, po jednym akapicie przepadam z kretesem, jestem kimś innym, co skutkuje przepoczwarzeniem się w kogoś innego niż ta osoba, którą byłam wczoraj. Wplatam i przeplatam siebie z innymi, z fikcją, inspiracją, wszystko wedle mojej własnej interpretacji i potrafię z tego, miejmy nadzieję, wyjść bez uszczerbku na umyśle. Niektórzy ludzie to tacy stąpający twardo po ziemi z głowami wysoko w chmurach. To świetnie, że nie wydałam na zakupach całej wypłaty, ale jednocześnie jak to się ma do wydawania całego wieczornego czasu na śledzenie historii detektywa?


Jak to moja koleżanka z liceum pięknie napisała na klasówce z etyki: jedynym czego możemy być pewni są ciągłe zmiany. Klasówce? W liceum nigdy bym tak nie powiedziała. W liceum byłam cool i użyłabym słowa "sprawdzian".

No comments:

Post a Comment