Pod wpływem programu o Obsesyjno-
Kompulsywnych Sprzątaczach (OCC) postanowiłam zrobić coś dla
dobra ogółu i poodkurzać nasza klatkę. Mieszkamy w niewysokim
bloku, który mieści kilka mieszkań i nieco więcej
lokatorów, gdyż na każde mieszkanie przypada ich co najmniej
dwoje. Wyjątkiem od tej reguły jest Marie. Pani Marie, lub jak kto
woli po prostu Marie (zwracamy się do siebie po imieniu), jest
mieszkającą samotnie i dostojnie piękną Maltanką w jesieni
życia. Ma regularne rysy twarzy i cała jest okryta aureolą z
ciepłego brązu, od starannie zafarbowanych włosów, poprzez oczy i
skórę. To właśnie z Marie wymieniamy się okazyjnie liścikami i
obdarowujemy się drobnymi upominkami.
Darzę sympatią wszystkich mieszkańców bloku.
Jesteśmy dość międzynarodową gromadką. Lubię kiedy mijamy się
na korytarzu serwując sobie uprzejmości. Cześć, jak się masz?
Miłego dnia! Wesołych Świąt!
Nasz blok jest położony na małym
wzniesieniu, dzięki czemu mamy daleki widok na morze. W dzień, w
zależności od pory roku, można podziwiać – zimą - biel i róż
chmur, a latem - błękit nieba zlewający się z błękitem morza.
Natomiast upalną letnią nocą, dla złagodzenia wywołanej gorącem
bezsenności, zamiast wyimaginowanych owieczek można liczyć na
morzu maleńkie światełka, pod których złudnie malutkim blaskiem ukrywają się statki
– olbrzymy.
Posprzątałam łazienkę i szafkę pod
zlewozmywakiem w kuchni. Zamiast sprzątania klatki, w którym
uprzedziła mnie Frida z dołu. Frida jest nieco młodsza od Marie. I
jest jej zupełnym przeciwieństwem. W miejsce posągowej urody
Marie, Frida jest drobniejsza i żwawsza. Nie ma długich loków
Marie tylko krótką buńczuczną czarną czuprynę, a na jej twarzy
zamiast łagodnego uśmiechu Marie, zawsze gości mówiący wiele
ironiczny uśmieszek. Dzisiaj to właśnie on, a nie sama Frida,
powiedział mi bez ogródek, ze tak naprawdę to nie miałam wcale
zamiaru odkurzać klatki oraz, że wszyscy jesteśmy szczęśliwi
zwalając brudną robotę na Fridę.
S. pracował dzisiaj z domu. To
niesamowite jak on się różnie zachowuje po dniu pracy w domu i
dniu pracy w biurze. Jestem szczęściarą, bo ktoś kiedyś mi
bliski, podarował mi wspaniała książkę pt. „Quiet”, która
wspaniale wyjaśnia różnicę pomiędzy ekstrawertykami i
introwertykami. Dużo się z niej o sobie dowiedziałam. Oboje z S.
jesteśmy introwertykami, ale S. w przeciwieństwie do mnie dużo
szybciej traci energię w kontaktach z innymi. Oczywiście jest to
tylko moje nieobiektywne zdanie.
S. po całym dniu w biurze uwielbia
zaszyć się w kuchni i ugotować coś pysznego. Następnie, po
oszczędnej rozmowie przy kolacji, udaje się do, jak ja to nazywam -
swojego kącika, lub jak on to nazywa – do swojej jaskini. Pracuje
wtedy nad czymś w skupieniu lub ćwiczy granie na gitarze lub
wiolonczeli.
Dla równowagi, kiedy S. pracuje z domu
to po godzinach jest niezwykle jak na niego rozmowny. Nie odmówi nawet spontanicznemu spotkaniu towarzyskiemu, nawet jeżeli pracuje następnego dnia.
Nawiązując do „pracowania
następnego dnia” - mam się świetnie nie musząc o tym myśleć i jednocześnie mniej się też tego boję. Odwiedziłam dzisiaj
nowe biuro i jestem spokojniejsza. Strach i niepewność zamieniłam
i zamierzam wciąż zamieniać na podekscytowanie i radość z powodu
nowego wyzwania, które mnie czeka.
Przypominam sobie jak na początku
stycznia powtarzałam sobie w kółko, ze „ta zima kiedyś musi
minąć” i zaczynam sobie uświadamiać, ze to samospełniające
się proroctwo realizuje się w tym momencie, teraz, już. Kolejna
wiosna w życiu. Na zdrowie!
No comments:
Post a Comment